Dżinsa, czyli korupcja w ukraińskich mediach

Ukraińscy eksperci szacują, że około połowy reklamy politycznej na Ukrainie to kryptoreklama. Czyli partie polityczne i rządzący płacą za umieszczanie materiałów o sobie w mediach: internecie, gazetach, radiu i telewizji. Oczywiście pochlebnych. Można także dopłacić za to, aby nie było materiałów konkurentów politycznych.

Jak to wygląda w praktyce? Przedstawiciel partii politycznej idzie do redaktora naczelnego lub dogaduje się z dziennikarzem, aby zrobił o nim materiał. Cennik przed październikowymi wyborami wygląda następująco: wiadomość w Internecie kosztuje 200 dolarów, 150 dolarów jednorazowa emisja jednego materiału w wiadomościach radiowych. Strona w gazecie regionalnej to około 500 dolarów, a w ogólnokrajowej ceny dochodzą nawet do 10 tysięcy dolarów. Materiał może przygotować dziennikarz danego medium bądź też możemy go przynieść sami. Efekt końcowy w przypadku gazet wygląda tak. Tu Natalia Korolewska (o tym, kto to jest niżej) zapewnia o tym, że «Przemysł metalurgiczny to serce ukraińskiej gospodarki».

Liderami w umieszczaniu kryptoreklamy są: rząd (w tym wicepremier do spraw Euro 2012 Borys Kolesnikow) oraz właśnie Natalia Korolewska, która przy silnym wsparciu władz ma odgrywać rolę «konstruktywnej», czy też «kieszonkowej» opozycji.

Kryptoreklama polityczna, a w gruncie rzeczy korupcja dziennikarzy (jeżeli przyjmiemy, że odgrywają oni poważną rolę społeczną podobną do polityków i urzędników), dla większości osób, poza tymi myślącymi krytycznie, samymi pracownikami mediów i politologami, jest nie do odróżnienia od zwykłych wiadomości. Materiał taki jest zazwyczaj nie wyważony, nie ma tam krytycznej oceny, czy wypowiedzi oponentów politycznych albo ekspertów.

(pp)

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *

*