Dżinsa, czyli kryptoreklama polityczna

Niemal cały dział „Polityka” popularnej gazety codziennej „Komosmolska Prawda” zajmują opłacone przez różnych polityków artykuły. Oczywiście na żadnym z nich nie jest napisane iż jest to reklama. Tu na przykład, reklamuje się minister polityki społecznej Serhij Tihipko. Całość artykułu można przeczytać tutaj.

Inna popularna gazeta – „Segodnia”, jak się mówi na Ukrainie, „kradnie uczciwie” to znaczy zamieszcza opłacone artykuły w specjalnym dziale „Punkt widzenia”, a w stopce numeru, małymi literkami pisze, że artykuły tak sygnowane zostały opłacone przez sponsora. O tu na przykład dżinsa Wiktora Juszczenki (napis „Punkt widzenia” został zakreślony na czerwono przez mnie):

„Dżinsę” poznaje się najczęściej po tym, że dziennikarz przedstawia swojego bohatera jedynie w pozytywnym świetle (choć można zamówić także «dżinsę» negatywną), pokazuje tylko jeden punkt widzenia, a cały artykuł generalnie nie przedstawia sobą nic ciekawego. Żaden wydawca nie opublikowałby go, gdyby nie to, że mu za to zapłacono. Takie artykuły najczęściej nie są pisane w redakcjach, a w biurze prasowym konkretnej siły politycznej. Stawki, które tam są płacone wahają się od 1200 do 1500 dolarów miesięcznie. Nie jest to mała, jak na Ukrainę, kwota.

„Dżinsa” jest widoczna nie tylko w gazetach i w internecie. Można ją także obejrzeć –i to coraz częściej- w telewizji. Tutaj na przykład kilka banałów od głównego komunisty Ukrainy Petra Symonenki. Wiadomość polega na tym, że jest on przekonany, że trzeba nacjonalizować kopalnie, a mieszkańcy wschodniej Ukrainy to popierają. To jest materiał telewizji ICTV, ale „dżinsą” nie gardzą inne kanały telewizyjne: 1plus1, TRK Ukraina, Inter, Kanał Pierwszy i inne.

Pytanie, skąd taka chęć publikowania tego typu materiałów. Stawka za jeden artykuł może sięgać 1500 dolarów. Nie znam dokładnie stawek telewizyjnych, ale na pewno nie są mniejsze. Prestiż mediów w ogóle tutaj się nie liczy ponieważ nie widać zależności między uczciwością danego kanału a jego dochodami. Te wzrastają głównie dzięki głupkowatym show, czy plotkom (w gazetach), a nie dzięki temu, że redaktor naczelny nie weźmie kolejnej sumy pieniędzy.

Dodam jeszcze, że według monitoringu Instytutu Masowej Informacji najchętniej „dżinsę” publikuje władza, Natalia Korolewska (pseudoopozycyjny projekt związany z rządzącą Partią Regionów, jej działalność opisuję w najnowszym numerze Nowej Europy Wschodniej), komuniści (też grają rolę opozycji, przy dużym wsparciu władz, w końcu od dwóch lat są w koalicji rządzącej. Partia Regionów jednak wspiera ich na wschodzie licząc na to, że zabiorą oni głosy niezadowolonych, a później, w nowym parlamencie, i tak pozostaną w koalicji) oraz opozycja.

 

(pp)

Sondaż 3

Sondaż 3

 

Sondaż agencji Rating przeprowadzony w dniach 1-11 września.

 

Wybory odbywają się w systemie mieszanym proporcjonalno — większościowym.

Głosowanie proporcjonalne (225 mandatów):

Partia Regionów 26,3%                                         [20,3% w poprzednim sondażu tej pracowni]

Zjednoczona Opozycja 22,6%                                [25,5%]

Uderzenie (UDAR) Witalija Kliczki 12%                    [10,8%]

Partia Komunistyczna 10,8%                                 [9,8%]

Swoboda 4,1% i Ukraino, do przodu! 3,7%              [po 4,4%]

 

Tym razem agencja Rating nie opublikowała danych dotyczących głosowania większościowego (225 mandatów). Poprzednio 40% chciało głosować na kandydata opozycji, a 27% na władzy. Pozostali albo nie wiedzieli, albo chcieli głosować na kandydata „niezależnego”.

W porównaniu z poprzednim sondażem widać bardzo duży wzrost poparcia dla Partii Regionów, aż o 6 punktów procentowych. Może to być związane z wprowadzeniem w życie ustawy rozszerzającej wpływy języka rosyjskiego, co oznacza duży wzrost poparcia faktycznie tylko na wschodzie i południu kraju. Na myśl przychodzi także kampania reklamowa, gdzie przypomniano wyborcom, że za wszystkie biedy odpowiada Julia Tymoszenko, która podpisała złą umowę gazową. Nie wykluczone także, że coraz więcej wyborców podejmuje ostateczną decyzję, na kogo głosować i poparcie dla Partii Regionów wzrasta dzięki osobom dotąd uznawanym za «niezdecydowane». Inna odpowiedź: socjologowie dorzucili parę punktów procentowych władzy.

(pp)

Telewizyjna reklama polityczna

W ukraińskiej telewizji możemy zobaczyć coraz więcej reklam partii politycznych przed październikowymi wyborami. Najbardziej aktywne są rządząca Partia Regionów, Zjednoczona Opozycja, Nasza Ukraina Wiktora Juszczenki oraz Uderzenie (UDAR – Ukraiński Sojusz Demokratyczny na rzecz Reform) Witalija Kliczki.

Zacznijmy od rządzących. Partia Regionów skupia się głównie na tym, ile zła wyrządzili jej poprzednicy, czyli „pomarańczowi”, czyli Zjednoczona Opozycji. Z co najmniej 2 reklam możemy się zatem dowiedzieć, ile każdy Ukrainiec płaci za zawarte przez Julię Tymoszenko 3 lata temu umowy gazowe z Rosją.

Mam wrażenie, że Partia Regionów nie ma za bardzo się czym pochwalić, mimo że to już prawie 3 lata jej rządów. Nie poruszany jest nawet temat Euro 2012. Są jednak reklamy, z których dowiadujemy się, jak rządzący dbają o mieszkańców wsi.

O wiele lepiej przygotowane i bardziej profesjonalne są reklamy Zjednoczonej Opozycji. O ile jednak rządzący odwołują się do rozumu, o tyle ci ostatni raczej do serca. Przeciwnicy władz zwracają zatem uwagę, że rządzący głównie sami się bogacą, a zwykli ludzie żyją w biedzie. Powtarza się hasło „Trzeba ich powstrzymać”. Mi najbardziej podoba się reklama, w której starsza pani musi opuścić swój dom, ponieważ jej działka trafiła w prywatne ręce. Jest tutaj mnóstwo symboli, które Ukraińcy świetnie odczytują, jako atrybuty przedstawicieli władz: dobre samochody, telefon „do kogo trzeba” oraz dokumenty „sądowe”. Najbardziej wzruszający jest moment, gdy starsza pani wynosi z chaty to, co najcenniejsze, czyli ikonę.

Zastanawia tylko to, że zarówno Partia Regionów, jak i (a nawet przede wszystkim) Zjednoczona Opozycja odwołują się do najbiedniejszych wartstw społeczeństwa. Nikt w reklamach nie stawia na klasę średnią.

Obejrzyjmy jeszcze jedną reklamę, tym razem UDARu Witalija Kliczki. To ugrupowanie ma szansę nawet na 10 procent głosów. Ma chyba jednak dość duże problemy z finansowaniem, albo ktoś bardzo oszczędza na reklamach. Pomieszane są zdjęcia Witalija Kliczki zimą, latem, w polu, w mieście. Zastanawia także dość duża pauza — czyżby przywódca nie miał nam czego powiedzieć? Choć sam tekst przypominający, że widział on wiele na Zachodzie i wie, jak powinni żyć ludzie brzmi dość przekonująco.

Najśmieszniejsze są reklamy Naszej Ukrainy Wiktora Juszczenki, który nie ma się chyba czym pochwalić, jak tylko obroną języka ukraińskiego. Robi to w charakterystycznym dla siebie stylu „szarawarszczyny”, po polsku najbliższy jest temu termin „cepelia”.

Zastanawia brak aktywności partii Ukraino, do przodu! Natalii Korolewskiej, która reklamowała się bardzo chętnie w czasie Euro 2012, gdy czas antenowy był najdroższy. Jeszcze zanim rozpoczęła się oficjalna kampania. Wszystko to mogłoby potwierdzać tezy niektórych politologów, że projekt ten, kontrolowany przez osoby związane z kierownictwem rządzącej Partią Regionów, ma jedynie na celu odebranie głosów opozycji, ale nikomu nie zależy, aby kandydaci ugrupowania trafili do parlamentu. Cel 4% głosów został już osiągnięty.

 

(pp)

Brońmy TVi

W sobotę w Kijowie oraz w innych ukraińskich miastach odbędą się akcje poparcia dla opozycyjnej telewizji TVi. Od lipca kanał znika z sieci kablowych w całym kraju.

Nie będę ukrywał, że do kanału TVi miałem i mam wiele zastrzeżeń. Kiedyś nawet zdarzyło mi się określić go lustrzanym odbiciem prorządowego Interu. Często materiały tam prezentowane naruszają standardy dziennikarskiej obiektywności, a krytyka pod adresem rządzących przekracza wszelkie granice. Niemniej jednak w obecnej sytuacji, gdy inne główne kanały zajmują się albo promocją władzy (UT-1, Inter, ICTV) bądź też co najmniej jej nie atakują (TRK Ukraina, Kanał Piąty) muszę przyznać, że TVi trzeba bronić. Przede wszystkim dlatego, że o wielu skandalach Ukraińcy nie dowiedzieliby się, gdyby nie istnienie tej telewizji. Nawet jeżeli teraz Prokuratura Generalna nie zajmuje się ujawnionymi przez dziennikarzy TVi skandalami (choć powinna to robić z urzędu), to istnieje nadzieja, że praca reporterów nie pójdzie na marne. Taki kanał musi istnieć i nie mogę zgodzić się z tym, że obrona TVi jest równoznaczna z obroną interesów jej właścicieli.

Sobotnia akcja związana jest z tym, że od lipca kanał TVi zniknął z sieci kablowych ponad 60 operatorów w całym kraju. Nawet największa firma Volia zapowiedziała, że wycofa TVi z najtańszego pakietu kanałów i będzie on dostępny jedynie dla zamożniejszych abonentów. Wszystko to wygląda na zaplanowaną centralnie akcję, z którą władze oficjalnie nie mają nic wspólnego.

Ta metoda walki jest typowa dla trwającej kampanii wyborczej, kiedy to na poziomie lokalnym mamy do czynienia z wieloma działaniami skierowanymi na zniszczenie opozycji, a oficjalnie rządzący umywają ręce twierdząc, że chcą, aby wybory były demokratyczne. Jest to związane z tym, że swoje dalsze stosunki z Ukrainą Unia Europejska uzależnia właśnie od tego, jak będzie wyglądało październikowe głosowanie. Niewątpliwe 29 października będzie mało naruszeń ordynacji, ale wątpliwe jest to, aby Bruksela i inne stolice europejskie nie zauważyły, jak wygląda sama kampania.

Wracając do TVi, Prokuratura Generalna zamknęła po międzynarodowym skandalu, sprawę przeciwko kierownikowi kanału, ale traci on widzów dzięki niewątpliwie skoordynowanej przez władze akcji poszczególnych operatorów. Mniej widzów oznacza spadek liczby reklamodawców, a zatem także dochodów kanału. Według szefa TVi, Mykoły Kniażyckiego, w ciągu wakacji z tego powodu jego telewizja straciła około 4 milionów dolarów potencjalnych dochodów z reklam.

Stąd obrona TVi, to bez przesady, obrona wolności słowa na Ukrainie. Wiele osób nie ma internetu, dla wielu –szczególnie starszych- to właśnie telewizja jest głównym źródłem informacji, dlatego sobotnia akcja ma duże znaczenie.

(pp)