Uczciwe zawody z dopingiem i przekupionymi sędziami

Czy zawody sportowe, gdzie sędziowie są przekupieni, a część zawodników używa dopingu można uznać za uczciwe? Okazuje się, że tak — takie głosy słychać teraz z Warszawy i z… Moskwy, a dotyczą one ukraińskich wyborów parlamentarnych.

Wyobraźmy sobie zawody sportowe, na przykład w łyżwiarstwie figurowym. W czasie przygotowań, kilku zawodników daje prezenty sędziom. Z kolei najlepszy z nich zrezygnował bo ma własny sklep na stadionie i zwrócono mu uwagę, że jak wygra, to jego sklep zostanie zamknięty. Sędziowie oglądają także regularnie kanały sportowe, w których mówi im się, że kilku zawodników jest naprawdę super, a reszta powinna zrezygnować z kariery. Same zawody przebiegły jednak uczciwie, każdy z zawodników mógł wystartować, pokazać swoje umiejętności, a sędziowie je ocenić. Wygrali ci zawodnicy, którzy coś tam umieją w łyżwiarstwie figurowym. Zdarzało się, że niektórym zawodnikom dodano punktów, ale to były pojedyncze przypadki. Same zawody naprawdę były uczciwe. Śmieszne? Dla mnie tak, ale właśnie takie oceny ukraińskich wyborów można usłyszeć w Warszawie.

Rzeczywiście sam dzień głosowania przebiegł w miarę uczciwie. Tylko co z tego jeżeli przez kilka miesięcy czołowe ukraińskie kanały telewizyjne opowiadały Ukraińcom o sukcesach władz. W ostatnim tygodniu przed wyborami wiadomości TRK Ukraina i ICTV przypominały kronikę filmową środkowego PRL, gdzie mówiono o sukcesach władz i inwestycjach właścicieli kanałów, odpowiednio Rinata Achmetowa i Wiktora Pinczuka. Creme de la creme był występ Aleksandra Kwaśniewskiego, który w kanałach tego ostatniego biznesmena, krytykował kampanię wyborczą jednego z kandydatów Partii Regionów w obwodzie dniepropietrowskim, z którym w konflikcie był kandydat Wiktora Pinczuka. W ostatnim momencie opanował się Inter, który rzeczywiście końcówkę kampanii przedstawiał uczciwie. Pewnie dlatego, że zaczęli przyjeżdżać międzynarodowi obserwatorzy.

A niszczenie kanału TVi? Oficjalnie nie miały z tym nic wspólnego władze centralne. Tak się po prostu złożyło, że kilka różnych sieci telewizji kablowych w różnych miejsach kraju zdecydowało, że na czas kampanii wyborczej lepiej ten kanał wyłączyć. Jedyną telewizję, która otwarcie ośmielała się krytykować władze.

Co z tego, że każdy mógł przyjść i oddać głos, jeżeli przez kilka miesięcy kandydaci władz „obrabiali” przyznane im okręgi? Najbardziej ewidentny przykład to syn samego premiera Ołeksij Azarow, który kandydował w Słowiańsku. Człowiek, który ma kartę czasowego pobytu w Austrii i tam też swój biznes, nagle chce być deputowanym. Czyżby przewidział to, że w 2015 roku władze mogą się jednak zmienić i dobrze mieć immunitet? W czasie kampanii w mieście pojawiają się trolejbusy, remontowany jest dworzec kolejowy, a w kontekście zawsze pojawia się syn premiera. Dodam, że to wszystko inwestycje budżetowe. Podobnie walczył o głosy przewodniczący Rady Najwyższej Wołodymyr Łytwyn. I tak było wszędzie na różnych poziomach, aż do absurdu na moim osiedlu, gdzie każda zaasfaltowana dziura otrzymała pieczątkę jednego z kandydatów.

Co z tego, że w parlamencie nie ma prawie żadnych sił antyeuropejskich? Nie zauważyłem żeby Partia Regionów zrobiła coś dla zbliżenia Ukrainy z UE. Inwestorzy zagraniczni uciekają, poza Cyprem, ale to jest „eksport wewnętrzny”. Oczywiście w deklaracjach wszyscy są Europejczykami. Tam też trzymają swoje oszczędności i tam kształcą dzieci. Nawet komuniści. Jeżeli rzeczywiście tak oceniamy ukraińską scenę polityczną, zgadzam się w pełni, ona jest proeuropejska.

Na podwieczorek mała ciekawostka. Po Euro 2012 z kijowskiego metra zniknęły zapowiedzi stacji po angielsku, gdyż uznano je za niepotrzebne. W czasie wyborów znów się pojawiły. Taki sam cyrk zrobiono w czasie wyborów licząc na to, że zawody, w których kwalifikacje były nieuczciwe, a część zawodników stosowała w czasie przygotowań doping można uznać za uczciwe. Słowa płynące z Warszawy to miód na serce Partii Regionów. I jest to nóż w serce tych, którzy teraz stoją nocami w kijowskich komisjach okręgowych i bronią głosów przed karkami rodem z lat ’90, którzy teraz wspierają kandydatów niezależnych, czyli tych, którzy w stolicy reprezentują partię władzy. Znów ugrupowanie Wiktora Janukowycza, tak jak z sytuacją z TVi, może powiedzieć, że nie ma z tym nic wspólnego, przecież to kandydaci niezależni. Dziwne tylko, że milicja nie reaguje na zachowanie „sportowców” w komisjach wyborczych.

No i jak można po tym wszystkim powiedzieć, że wybory były uczciwe. Nie wiem, skąd się bierze strach Warszawy przed tym, że w przypadku jakiejkolwiek krytyki Kijów odpłynie w stronę Moskwy? Przecież członkowie Partii Regionów i jej zwolennicy wśród biznesmenów nigdy nie oddadzą fabryk, kombinatów i ziemi Rosjanom. Będą jej bronić, jak prawdziwi patrioci. Obecne władze są prawdziwymi nacjonalistami gospodarczymi.

I nie spodziewałbym się żadnej wdzięczności dla Warszawy za miłe powyborcze słowa, może ukraińskie władze pozwolą otworzyć kolejny pomnik ofiarom ukraińskich nacjonalistów i napisać na tablicy tekst, który proponuje strona polska. Pozwolą bo historia nie jest dla nich ważna. To po prostu taka „podaczka”, jak kasza gryczana dla wyborców.

 

 

Piotr Pogorzelski,

Polak mieszkający w Kijowie

powyższy artykuł wyraża wyłącznie moje prywatne poglądy

 

p.s.: Może nie jest to ważne dla władz w Warszawie i naiwne z mojej strony, ale pozwolę sobie jeszcze na uwagę, że przedstawiciele ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego będą teraz zupełnie inaczej patrzeć na Polskę. Tutaj straty będą zapewne większe niż zyski z pochwał pod adresem Partii Regionów.

 

 

Szaro — szary kraj, czyli podsumowanie kampanii wyborczej

Zakończyła się kampania wyborcza. Była to chyba najnudniejsza i najmniej ciekawa kampania jaką widziałem na Ukrainie od 2006 roku. Pozbawiona poważniejszych tematów za to pełna chamstwa i przekupstwa. Chyba głównym powodem było to, że wybory po raz pierwszy od lat odbywają się w systemie mieszanym proporcjonalno – większościowym. Doprowadziło to do tego, że kampania bardziej przypominała wybory lokalne.

Po pierwsze. W czasie kampanii nie były podnoszone żadne poważniejsze tematy, na przykład, przyszłości geopolitycznej, czy ekonomicznej Ukrainy. Parlament został i tak zmarginalizowany przez prezydenta Wiktora Janukowycza i jego machinacje przy konstytucji. Dzięki takiej kampanii Rada Najwyższa jeszcze bardziej się zmarginalizowała. Nowi posłowie przekonywali, że są w stanie rozwiązać problemy gminy, czy osiedla. O problemach kraju mówili mało. Generalnie, jak doskonale podsumował lider Swobody Oleh Tiahnybok: „te wybory są czarno – białe, musi być jasna pozycja, albo jesteś z narodem albo z reżimem Partii Regionów i komunistów”. Na opozycję trzeba głosować bo jest opozycją a na rządzących bo są rządzącymi. Innych powodów nie widać.

Po drugie. W okręgach jednomandatowych wybory do organu ustawodawczego przypominały bardziej wybory do rady wiejskiej. Każdy kandydat starał się obiecywać, że gdy już dopcha się do stołecznego koryta załatwi rodzimemu obejściu i drogę i gaz, a jeżeli już one w tej wsi są, to tylko dzięki niemu i jego układom w „centrali”. Doprowadziło to do niesamowitego wręcz rozwoju przekupstwa politycznego. Kandydaci budowali place zabaw, organizowali bezpłatne pielgrzymki, a nawet postawili w ramach kampanii kilka pomników Stepanowi Banderze. Wszystkich w cynizmie przebił chyba właściciel sieci supermarketów Furszet, Ihor Bałenko, który w reklamie chwalił się, że zbudował ponad sto placów zabaw, a po wyborach plac zabaw będzie na każdym podwórku. Jeżeli byłyby to wybory na dyrektora przedszkola, chętnie bym na takiego kandydata zagłosował.

Po trzecie. Z punktu widzenia przyszłości życia politycznego Ukrainy na najwyższym jego poziomie (nie w sensie kultury, a bliskości do prezydenta) nic się nie zmieni. Rada Najwyższa będzie wyglądała tak, jak poprzednia, a może nawet gorzej biorąc pod uwagę ilu populistów dostanie się do tego organu. Wszyscy już oczekują sporów Iryna Farion z nacjonalistycznej Swobody i znamienitego ukrainofoba i rusofila Wadyma Kolesniczenki z Partii Regionów. Są jednak takie osoby, które twierdzą, że dzięki temu prezydentowi nie będzie już tak łatwo sterować Radą Najwyższą. Znaczenie mają jedynie same wybory i kampania, mają one pokazać Zachodowi, że na Ukrainie nie ma (jeszcze) dyktatury i warto podpisać umowę stowarzyszeniową Brukseli z Kijowem.

Dalej będzie trochę pozytywnych myśli.

Po czwarte. Do parlamentu nie wejdzie zapewne ugrupowanie Natalii Korolewskiej Ukraino, do przodu! Jest to, a właściwie chyba już był, pseudoopozycyjny projekt finansowany z kieszeni bogatych członków Partii Regionów, który miał odciągnąć głosy na wschodzie kraju od opozycji. Mimo ogromnych środków finansowych wpompowanych w to przedsięwzięcie, a nawet zaangażowanie piłkarza Andrija Szewczenki (2. miejsce na liście wyborczej), wszystkie sondaże pokazują, że ugrupowanie może liczyć na 3 procent głosów. Jeśli zdobędzie więcej świadczyć to będzie o oszustwach w czasie liczenia głosów. Oznacza to, że Ukraińcy dojrzewają politycznie i nie da im się wcisnąć całkowicie sztucznego produktu politycznego.

Muszę tu dodać łyżkę dziegciu. A jest nią rosnące poparcie dla komunistów na wschodzie kraju. Partia Komunistyczna miała wyjątkowo dobrą kampanię, z prostymi hasłami przemawiającymi do rozczarowanych ludzi. Problemem jest to, że jej kierownictwo żyje raczej, jak burżuazja i oligarchowie, z którymi jakoby ma walczyć. Kampania komunistów była wspierana zapewne przez Partię Regionów, która woli mieć w nowym parlamencie właśnie takich polityków, którzy już teraz z nią współpracują niż Zjednoczoną Opozycję, czy nawet Uderzenie Witalija Kliczki.

Po piąte. Kampania wyborcza pokazała znaczne ożywienie społeczeństwa obywatelskiego. O wejście do parlamentu stara się kilku znanych działaczy pozarządowych i dziennikarzy. Tego wcześniej nie było. Jeżeli wejdą oni do Rady Najwyższej, ten organ nie będzie wyglądał już tak samo. Przynajmniej w pewnym stopniu. Takie kampanie jak Uczciwie (kontrola uczciwości kandydatów) i odpowiedź niektórych polityków na zarzuty im stawiane, pokazuje, że akcje społeczne są w stanie w pewnym stopniu zmienić klasę polityczną. Zaczyna ona się tłumaczyć! To ogromna zmiana. Na Ukrainie dotąd można było opublikować doskonały materiał śledczy dotyczący naruszeń prawa przez polityków, po czym następowało milczenie samych zainteresowanych i organów ścigania. Teraz przynajmniej pierwsi przestają milczeć.

Podsumowując pozwolę sobie na pewną dygresję. Milicjanci na kijowskim dworcu kolejowym okradali pasażerów, zostawiali im jednak zawsze sumę potrzebną na kupno biletu. Ukraina jest właśnie takim krajem, gdzie białe nie do końca jest białe, a czarne nie do końca czarne. Taka też była ta kampania, z jednej strony nic nie zmieniła, a z drugiej pokazała, że klasa polityczna powoli zostaje zmuszona do zmiany swojego zachowania, czyli jednak zmiany następują, a o dojście do władzy stara się coraz więcej osób, które dotąd tylko tę władzę obserwowały.

 

Piotr Pogorzelski

Znikające kury, czyli czarny PR.

Kończąca się kampania wyborcza jest wyjątkowo brudna. Najbardziej zaciekła walka odbywa się w okręgach jednomandatowych. Kandydaci stosują wszelkie metody.

Zwykły Ukrainiec, który nie ma internetu i kilku różnych kanałów telewizyjnych, w tym TVi, jest niemal pozbawiony dostępu do  obiektywnej informacji. Gazety, poza «Kommersantem», drukują głównie kryptoreklamowe artykuły. Tak robi na przykład «Komsomolska Prawda». Jeżdżąc przed wyborami po Ukrainie, zobaczyłem, że w regionach nie jest lepiej. Regionalne gazety lub telewizje angażują się otwarcie po stronie jednego kandydata bądź też drukują reklamowe artykuliki, które z poważną analizą programów nie mają nic wspólnego. Na przykład, iwano-frankiwska gazeta «Hałyczyna»: jej pierwsze strony (poza tytułową), to reklama polityczna. Co prawda, każdy artykuł był w ten sposób podpisany.

W dodatku wyborca ma do czynienia z makulaturą propagandową, czyli gazetkami wydawanymi przez kandydatów bądź też założonymi przez nieznanych dziennikarzy, którzy po prostu sprzedają ich strony sztabom. Tak jest na przykład z wydawaną na zachodniej Ukrainie „Naszą Ojczyzną”. Jest to gazeta, która ma sprawiać wrażenie wydawanej przez Ojczyznę Julii Tymoszenko, a tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego. W okręgu, gdzie kandyduje dziennikarka Tetiana Czornowoł, służy ona głównie do publikacji artykułów ją oczerniających. Tutaj na przykład jest ona określona mianem „farbowanej lisicy”. Artykuł został opatrzony zdjęciem kandydatki oblanej farbą przez nieznanego sprawcę w windzie.

Tetiana Czornowoł była dość częstym obiektem –tak zwanego- czarnego PR. Pojawiły się, między innymi, ulotki sugerujące, że jest prostytutką z podanym jej prywatnym numerem telefonu, a także inne zachęcające do wpłaty na fikcyjne konto wyborcze. Na poniższym zdjęciu zamazałem numery „konta” i „karty” na wypadek, gdyby ktoś chciał sobie jeszcze dorobić dzięki czarnemu PR.

W niedalekiej od Lwowa Kołomyi, kandyduje Ołeś Donij. Znany opozycjonista, dla którego –o dziwo- nie znalazło się miejsce na liście wyborczej Zjednoczonej Opozycji. On też jest często oczerniany. Na przykład w gazetce «Wolny głos” możemy przeczytać, że faktyczny przywódca opozycjonistów Arsenij Jaceniuk jakoby uważa go za zdrajcę. Z ostatniej strony dowiemy się z kolei, że po wizycie kandydata w jednej ze wsi zniknęły kury (artykuł po prawej stronie).

A teraz przenieśmy się na wschód Ukrainy. Jak informuje blogger Frankensstein, w Ługańsku pojawiły się ulotki, w których kandydat Partii Regionów Wołodymyr Medianyk jakoby pozdrawia weteranów UPA. Po pierwsze, takich osób nie ma w tej części kraju, po drugie każdy wie, że dla jakiegokolwiek kandydata na wschodniej Ukrainie, byłoby to polityczne samobójstwo.

 

Z kolei, jak informuje ten sam Frankensstein, w sąsiednim Doniecku, atakowany jest Witalij Kliczko, którego popularność w ostatnim czasie znacznie wzrasta. Jego partia, UDAR określana jest mianem „pomarańczowej”, a sam kandydat występuje przeciwko językowi rosyjskiemu. Te dwa argumenty mają go jakoby skompromitować w oczach wschodniego elektoratu.

Rzadko zdarzają się przypadki mniej więcej uczciwej walki wyborczej. Jak zwykle nic nie jest czarne i białe. Wadym Stolar, kandydat w moim okręgu, wydaje gazetkę «Za Obołoń». Jest on członkiem Partii Regionów, udaje jednak niezależnego, ponieważ w Kijowie, w przeciwnym wypadku, raczej nie miałby szans na zwycięstwo. Wróćmy do głównego tematu. Opublikowano tam niewielki artykulik na temat ulotek oczerniających tego kandydata, które jakoby miał wydrukować jego konkurent ze Zjednoczonej Opozycji. I tu następuje zaskoczenie. Redaktorzy gazetki nie lenili się i zadzwonili do opozycjonisty i pozwolili mu na wytłumaczenie, że sam padł ofiarą prowokacji i żadnych ulotek nie drukował. Takie przypadki jednak w czasie tej kampanii rzadko się zdarzają.

 

(pp)

Infantylna reklama Partii Regionów w Ługańsku.

Będąc na miejscu zwolennika Partii Regionów, poważnie bym się obraził na swoich przywódców. W ługańskiej telewizji pojawiła się reklama ugrupowania władzy przypominająca propagandę dla przedszkolaków. Na filmie rysunkowym dzieci jadące autobusem z przerażeniem patrzą na występy różnych partii politycznych, w tym komunistów i oczywiście opozycjonistów.

Dopiero, gdy widzą Partię Regionów na ich twarzach pojawia się uśmiech.

Wszystko to przypomina początki internetu i grafiki komputerowej. Z całością «arcydzieła» można zapoznać się tutaj.

(pp)

 

 

Witalij Kliczko i jego kampania.

Wydaje mi się, że dla polskich dziennikarzy główną „sensacją” wyborów parlamentarnych jest udział w nich Witalija Kliczki. Niedawno, w ciągu jednego dnia odebrałem dwa mejle i 1 wiadomość na Facebooku z pytaniami dotyczącymi tego polityka. Problem polega na tym, że Witalij Kliczko nie jest debiutantem w polityce, a na miejscowej scenie jest znany w tej roli od 7 lat. Przyznaję, po raz pierwszy jednak znajdzie się on w parlamencie, czyli awansuje do wyższej ligi.

W czasie pomaraczowej rewolucji Witalij Kliczko wspierał Wiktora Juszczenkę. W 2005 roku próbował dostać się do Rady Najwyższej. Nie udało się. Rok później został jednak deputowanym kijowskiej Rady Miejskiej. 2 razy kandydował na mera stolicy – dwukrotnie mu się nie udało. Teraz zapewne miałby więcej szans, ale Partia Regionów co rusz odkłada głosowanie wiedząc, że wybory przegra – Kijów tradycyjnie nie lubi „donieckich”. W 2010 roku Witalij Kliczko stanął na czele Uderzenia, czyli po ukraińsku UDAR, co jest zapisem skrótu Ukraiński Demokratyczny Sojusz na rzecz Reform. Nawiasem mówiąc, ponieważ wiem, że było tu kilka wątpliwości, sądzę, że tłumaczenie słowa „Udar” jako „uderzenie” jest bardziej celne niż polskie „cios”, szczególnie, że w czasie wieców wyborczych używany jest często czasownik „udarim” właśnie, jako „uderzymy”. „Ciośniemy” chyba odpada.

Zjazd wyborczy tego ugrupowania latem nie był piorunujący. Szczególnie ze względu na to, że Witalij Kliczko zaprezentował się, jako kiepski mówca. Oczywiście jego zdolności są większe niż przeciętnego polskiego sportowca, czy polskiego działacza sportowego, szczególnie z PZPN. Problem polega na tym, że nie umie on porwać tłumów. Na zjeździe występował po pisarce Marii Matios, której zdolności oratorskie nie odbiegają od tych Julii Tymoszenko, a nawet momentami ją przewyższają.

Nie ma jednak wątpliwości, że Witalij Kliczko robi postępy. Obserwowałem jego październikowy wiec w Dniepropietrowsku. Nie był on prawie w ogóle rozreklamowany, dlatego przyszło na niego maksimum tysiąc osób. Polityk mówi coraz lepiej, choć widać, że ma przygotowanych jedynie kilka tez, które powtarza. W czasie wiecu doskonale przestawiał się z rosyjskiego na ukraiński, i odwrotnie, co na Ukrainie jest niezmiernie ważne. Dobrze odpowiadał na pytania wyborców. Gdy przemawia wciąż jednak momenty, gdy mają być brawa, często są momentami ciszy.

fot. Piotr Andrusieczko

Do ciekawego zdarzenia doszło jednak po konferencji prasowej, gdy do Witalija Kliczki podeszło kilka osób, które pracowały u niego w sztabie i nie otrzymały pensji. Polityk zapytał się konkretnie, o co chodzi i znalazł rozwiązanie, jak problem wyjaśnić. Wydaje mi się, że Witalij Kliczko jest o wiele lepszy właśnie w takim kontakcie z indywidualną osobą niż z tłumem. Może zostało mu to z boksu. Podobnie jest w trakcie wieców, gdy ktoś zadaje pytanie. Chyba doradcy Witalija Kliczki powinni mu podpowiedzieć zasadę jednego z polskich śpiewaków, że zawsze trzeba „śpiewać” dla konkretnej osoby na sali. Albo spotkania z wyborcami powinny się odbywać w innym formacie. Ja widziałbym to jako półkole z ringiem, czyli raczej sala teatralna niż place miast.

fot. Piotr Andrusieczko

To o czym piszę powyżej to tylko zagrania polityczno – technologiczne. Tak naprawdę jednak jest jeszcze jeden o wiele poważniejszy problem. Mamy przed sobą nie wybory prezydenckie, a parlamentarne i Witalij Kliczko wprowadza do parlamentu kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt osób, które nie są bliżej znane Ukraińcom. Mimo że Uderzenie jest partią proeuropejską, wśród kandydatów są co najmniej 2 osoby, które raczej opowiadają się za przyjaźnią z Rosją i Białorusią. Istnieje zatem zagrożenie, że gdy tylko dostaną się do Rady Najwyższej zaczną wspierać koalicję Partii Regionów i komunistów. Choć oficjalnie Witalij Kliczko zapowiada, że nigdy z tym ugrupowaniem współpracować nie będzie.

 

(pp)

Ostatnie sondaże

Od jutra na Ukrainie nie można już publikować danych sondaży przedwyborczych. Poniżej przedstawiam krótkie podsumowanie tego, co pracownie socjologiczne nam zaproponowały w ostatnim czasie. Wyniki dotyczą tylko głosowania na listy wyborcze, a nie okręgów jednomandatowych.

 

dane w procentach osób, które pójdą głosować, b.d. – brak danych

 

Rating

R&B Group

Inicjatywy Demokratyczne/ Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii

GfK Ukraine

Średnia (zaokrąglona)

Partia Regionów

23

27,8

23,3

25

25

UDAR

17,9

16,6

16

17

17

Zjednoczona Opozycja

16,5

19,4

15,1

15

17

KPU

12,8

11,2

10,1

9

11

Swoboda

6

4,7

5,1

3

5

Ukraino, do przodu!

3,1

2,8

b.d.

3

3

(pp)

 

 

 

Dzień z kandydatem. Tetiana Czornowoł.

Tetiana Czornowoł to znana na Ukrainie znakomita dziennikarka śledcza. Teraz postanowiła kandydować w wyborach parlamentarnych w jednym z okręgów obwodu lwowskiego. Jej główny cel to walka z korupcją.

Tetiana Czornowoł ma poparcie Zjednoczonej Opozycji. Bez niego prawdopodobnie nie miałaby żadnych szans na zwyciestwo gdyż w swoim okręgu jest uważana za „spadochroniarza” z Kijowa. Ostatnio działała tam 10 lat temu starając się o uwolnienie aresztowanego wtedy przewodniczącego UNA-UNSO Andrija Szkila.

Oponentem Tetiany Czornowoł jest Jarosław Dubnewycz – bogaty biznesmen, który «pracuje w okręgu» od lat. Startuje jako kandydat niezależny. Na zachodniej Ukrainie, podobnie jak w centrum, mało kto przyznaje się do sympatii do Partii Regionów. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że w nowej Radzie Najwyższej konkurent Tetiany przejdzie do klubu parlamentarnego ugrupowania władzy bądź też stworzy frakcję z innymi podobnymi kolegami, która będzie popierać wszystkie inicjatywy Partii Regionów.

Jak wygląda zatem dzień z kandydatem? Rozpoczęliśmy go rano, na jednym z lwowskich osiedli – sypialni położonym daleko od centrum. W podróż wyruszamy skromnym prywatnym samochodem Tetiany, wraz z jej mężem Mykołą Berezowym (kandydatem partii Uderzenie Witalija Kliczki w Gorłowce pod Donieckiem) oraz kierowcą i szefem sztabu w jednej osobie Petrem Jaroszem.

Samochód jest obklejony hasłami: „Wolność dla Tymoszenko” oraz „Ojczyzna i swoboda ponad wszystko”. To ostatnie można dwojako interpretować ponieważ ugrupowania o nazwie Ojczyzna (czyli Batkiwszczyna Julii Tymoszenko) oraz nacjonalistyczna Swoboda popierają kandydaturę Tetiany Czornowoł.

W niedzielę spotkania odbywają się głównie pod cerkwiami w okręgu wyborczym kandydatki. W dniu, w którym akurat ja byłem pod Lwowem, padał potężny deszcz. Niewiele osób się zatrzymywało. Jednak w okręgu jednomandatowym każdy głos się liczy. Trzeba przyznać, że wielu ludzi (nawet starszych) zna Tetianę Czornowoł, choć publikuje ona przede wszystkim w internecie.

Agitacja przed cerkwiami jest zgodna z prawem jeśli jest prowadzona poza terenem należącym do kościoła. Czasem jednak sami duchowni w czasie mszy mówią, na kogo warto głosować i bynajmniej nie jest to Tetiana Czornowoł. Z prostej przyczyny – finansowo nie jest w stanie wesprzeć cerkwi. Popularne metody przekupywania wyborców na zachodniej Ukrainie to –między innymi- właśnie datki na cerkiew albo organizacja wycieczek do świętych miejsc.

Tetiana Czornowoł przede wszystkim zatem jeździ i rozmawia z wyborcami. Nie tylko pod cerkwiami, ale też w wiejskich klubach, czy na spotkaniach. Dziennie pokonuje nawet 300 kilometrów.

Jej sztab rozkleja także liczne plakaty, często zrywane, bądź zaklejane przez jej konkurentów.

Osobny akapit warto poświęcić na czarny PR. Ta kampania jest wyjątkowo brudna. Tetianę Czornowoł oblewano zieloną farbą, drukowano ulotki sugerujące, że świadczy usługi seksualne, na których podano jej numer telefonu (podobną metodę zastosowano w obwodzie odeskim wobec innego kandydata Zjednoczonej Opozycji, też dziennikarza Kostiantyna Usowa), a w ostatnim czasie pojawiły się inne ulotki mówiące o tym, że zbiera ona pieniądze na swoją kampanię, przy czym wpłata minimalna to 500 hrywien (200 złotych).

Część materiałów oczerniających Tetianę Czornowoł jest publikowana w specjalnej gazecie „Nasza Ojczyzna”. Jest ona wydawana oddzielnie dla każdego okręgu wyborczego, gdzie oczerniany jest inny kandydat. Nazwa sugeruje powiązanie z Ojczyzną Julii Tymoszenko, ale tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego.

(pp)

Sondaż 4

Fundacja Inicjatywy Demokratyczne wraz z Kijowskim Międzynarodowym Instytutem Socjologii przeprowadziła sondaż, w którym po raz pierwszy partia Uderzenie Witalija Kliczki [UDAR, Ukraiński Sojusz Demokratyczny na rzecz reform] wyprzedza Zjednoczoną Opozycję. Do parlamentu wchodzi także Swoboda.

Wybory odbywają się w systemie mieszanym proporcjonalno — większościowym i dane dotyczą tylko głosowania proporcjonalnego, czyli połowy głosów. W okręgach jednomandatowych zwyciężą zapewne kandydaci Partii Regionów i przez nią popierani.

Głosowanie proporcjonalne (225 mandatów):

Partia Regionów 23,3% [26,3% w poprzednim sondażu pracowni Rating]
Uderzenie (UDAR) Witalija Kliczki 16% [12%]
Zjednoczona Opozycja 15,1 [22,6%]
Partia Komunistyczna 10,1% [10,8%]
Swoboda 5,1 [4,4%]

Według socjologów, Zjednoczona Opozycja traci ponieważ brak jej charyzmatycznego lidera. Nie jest takim na pewno Arsenij Jaceniuk. Jej wyborcy coraz częściej wybierają Uderzenie, na czele którego stoi bokser i polityk Witalij Kliczko.

(pp)

Wiktor Pinczuk i jego europejskość

Jak mówią Rosjanie, век живи — век учись. Co rusz dowiaduję się czegoś nowego, choć na Ukrainie jestem dobrych parę lat.

Wiktor Pinczuk przez lata pracował na wizerunek proeuropejskiego nowoczesnego oligarchy, który finansuje coroczną konferencję w Jałcie, ma kijowskie centrum sztuki współczesnej i współpracuje z Aleksandrem Kwaśniewskim. Były polski prezydent jest szefem rady nadzorczej Jałtańskiej Strategii Europejskiej. Wiktor Pinczuk był zresztą niedawno na ślubie córki Aleksandra Kwaśniewskiego, Aleksandry (zdjęcia tu). W czasie tej kampanii wyborczej, Wiktor Pinczuk daje się jednak poznać z drugiej strony.

Jego kanał telewizyjny ICTV bezpośrednio angażuje się w kampanię wyborczą. W niedzielę w wieczornych wiadomościach podsumowujących wydarzenia tygodnia można było obejrzeć reportaż  o tym, jak to bohaterski pracownik jednej z fabryk Wiktora Pinczuka nie chciał zostać kandydatem technicznym miejscowego oddziału Partii Regionów. Rozmowy miał prowadzić sam kandydat ugrupowania władzy Anatolij Krupski.

Problem polega na tym, że oligarsze nie udało się porozumieć z Partią Regionów, co do kandydatów i w niektórych okręgach jednomandatowych konkurują ludzie Wiktora Pinczuka i ugrupowania władzy. Przeciwnikiem Anatolija Krupskiego w samym Dniepropietrowsku jest Jakow Bezbach. Stąd spór, który z lokalnego został wyniesiony na ogólnokrajowe forum. Materiał ICTV ma wszystkie cechy «czornuchy». Tę perełkę można obejrzeć tutaj.

Wiktor Pinczuk, który dotąd był znany jako fan grupy Queen i Eltona Johna, teraz okazał się fanem Josypa Kobzona — osoby będącej symbolem radzieckiej estrady, człowiekiem, który nie może jechać do Stanów Zjednoczonych ponieważ może tam zostać aresztowany.

Koncert, dla pracowników 3 fabryk Wiktora Pinczuka w ramach kampanii Jakowa Bezbacha, opisano w reportażu lokalnego dniepropietrowskiego 11 Kanału, który oczywiście należy do oligarchy.

No i na koniec niespodzianka. To wideo, zresztą też 11 Kanału, pojawiło się niedawno w internecie. Wiktor Pinczuk apeluje do pracowników swojej fabryki (jest to zgodne z prawem i ordynacją), aby głosowali na… Partię Regionów. Jak rozumiem, chodzi o to, aby z list wyborczych głosowali na ugrupowanie władzy, a w okręgu jednomandatowym na Jakowa Bezbacha. Wiktor Pinczuk sam przyznaje, że jeżeli ma się biznes nie można być w opozycji, a  wspierać władzę, czyli -obecnie- Partię Regionów, ugrupowanie, które z wartościami europejskimi ma naprawdę mało wspólnego.

 

(pp)

p.s.:  moich ukraińskich kolegów, informuję, że ten wpis na blogu NIE został opłacony przez konkurentów Wiktora Pinczuka, a raczej wynika z rozczarowania jego osobą

Ługański durdom

Mój znajomy z Doniecka, Frankensstein, w swoim blogu śledzi kampanię wyborczą niejakiego Władysława Kriwobokowa z Ługańska. Jest to członek Partii Komunistycznej, który obiecuje, że popełni samobójstwo, gdy Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej. Nawiasem mówiąc, ma przed sobą zapewne dobre kilkanaście lat życia. Sam zapewnia, że wejdzie do Rady Najwyższej, aby odrodzić ZSRR. Na swoim koncie ma między innymi film o wojnie domowej na Ukrainie, do której ma dojść w 2015 roku po wyborach prezydenckich. To dzieło można obejrzeć tutaj. Teraz Władysław Kriwobokow  prezentuje kolejne dzieło. Piosenkę o Władimirze Putinie, który nikogo nie zdradzi i pokaże drogę prawdy.

Co ciekawe, nie jest to popularny na wschodzie bandycki szanson, a coś co można określić mianem techno. Ogólnie interesujące, warto obejrzeć tutaj.

(pp)