Szaro — szary kraj, czyli podsumowanie kampanii wyborczej

Zakończyła się kampania wyborcza. Była to chyba najnudniejsza i najmniej ciekawa kampania jaką widziałem na Ukrainie od 2006 roku. Pozbawiona poważniejszych tematów za to pełna chamstwa i przekupstwa. Chyba głównym powodem było to, że wybory po raz pierwszy od lat odbywają się w systemie mieszanym proporcjonalno – większościowym. Doprowadziło to do tego, że kampania bardziej przypominała wybory lokalne.

Po pierwsze. W czasie kampanii nie były podnoszone żadne poważniejsze tematy, na przykład, przyszłości geopolitycznej, czy ekonomicznej Ukrainy. Parlament został i tak zmarginalizowany przez prezydenta Wiktora Janukowycza i jego machinacje przy konstytucji. Dzięki takiej kampanii Rada Najwyższa jeszcze bardziej się zmarginalizowała. Nowi posłowie przekonywali, że są w stanie rozwiązać problemy gminy, czy osiedla. O problemach kraju mówili mało. Generalnie, jak doskonale podsumował lider Swobody Oleh Tiahnybok: „te wybory są czarno – białe, musi być jasna pozycja, albo jesteś z narodem albo z reżimem Partii Regionów i komunistów”. Na opozycję trzeba głosować bo jest opozycją a na rządzących bo są rządzącymi. Innych powodów nie widać.

Po drugie. W okręgach jednomandatowych wybory do organu ustawodawczego przypominały bardziej wybory do rady wiejskiej. Każdy kandydat starał się obiecywać, że gdy już dopcha się do stołecznego koryta załatwi rodzimemu obejściu i drogę i gaz, a jeżeli już one w tej wsi są, to tylko dzięki niemu i jego układom w „centrali”. Doprowadziło to do niesamowitego wręcz rozwoju przekupstwa politycznego. Kandydaci budowali place zabaw, organizowali bezpłatne pielgrzymki, a nawet postawili w ramach kampanii kilka pomników Stepanowi Banderze. Wszystkich w cynizmie przebił chyba właściciel sieci supermarketów Furszet, Ihor Bałenko, który w reklamie chwalił się, że zbudował ponad sto placów zabaw, a po wyborach plac zabaw będzie na każdym podwórku. Jeżeli byłyby to wybory na dyrektora przedszkola, chętnie bym na takiego kandydata zagłosował.

Po trzecie. Z punktu widzenia przyszłości życia politycznego Ukrainy na najwyższym jego poziomie (nie w sensie kultury, a bliskości do prezydenta) nic się nie zmieni. Rada Najwyższa będzie wyglądała tak, jak poprzednia, a może nawet gorzej biorąc pod uwagę ilu populistów dostanie się do tego organu. Wszyscy już oczekują sporów Iryna Farion z nacjonalistycznej Swobody i znamienitego ukrainofoba i rusofila Wadyma Kolesniczenki z Partii Regionów. Są jednak takie osoby, które twierdzą, że dzięki temu prezydentowi nie będzie już tak łatwo sterować Radą Najwyższą. Znaczenie mają jedynie same wybory i kampania, mają one pokazać Zachodowi, że na Ukrainie nie ma (jeszcze) dyktatury i warto podpisać umowę stowarzyszeniową Brukseli z Kijowem.

Dalej będzie trochę pozytywnych myśli.

Po czwarte. Do parlamentu nie wejdzie zapewne ugrupowanie Natalii Korolewskiej Ukraino, do przodu! Jest to, a właściwie chyba już był, pseudoopozycyjny projekt finansowany z kieszeni bogatych członków Partii Regionów, który miał odciągnąć głosy na wschodzie kraju od opozycji. Mimo ogromnych środków finansowych wpompowanych w to przedsięwzięcie, a nawet zaangażowanie piłkarza Andrija Szewczenki (2. miejsce na liście wyborczej), wszystkie sondaże pokazują, że ugrupowanie może liczyć na 3 procent głosów. Jeśli zdobędzie więcej świadczyć to będzie o oszustwach w czasie liczenia głosów. Oznacza to, że Ukraińcy dojrzewają politycznie i nie da im się wcisnąć całkowicie sztucznego produktu politycznego.

Muszę tu dodać łyżkę dziegciu. A jest nią rosnące poparcie dla komunistów na wschodzie kraju. Partia Komunistyczna miała wyjątkowo dobrą kampanię, z prostymi hasłami przemawiającymi do rozczarowanych ludzi. Problemem jest to, że jej kierownictwo żyje raczej, jak burżuazja i oligarchowie, z którymi jakoby ma walczyć. Kampania komunistów była wspierana zapewne przez Partię Regionów, która woli mieć w nowym parlamencie właśnie takich polityków, którzy już teraz z nią współpracują niż Zjednoczoną Opozycję, czy nawet Uderzenie Witalija Kliczki.

Po piąte. Kampania wyborcza pokazała znaczne ożywienie społeczeństwa obywatelskiego. O wejście do parlamentu stara się kilku znanych działaczy pozarządowych i dziennikarzy. Tego wcześniej nie było. Jeżeli wejdą oni do Rady Najwyższej, ten organ nie będzie wyglądał już tak samo. Przynajmniej w pewnym stopniu. Takie kampanie jak Uczciwie (kontrola uczciwości kandydatów) i odpowiedź niektórych polityków na zarzuty im stawiane, pokazuje, że akcje społeczne są w stanie w pewnym stopniu zmienić klasę polityczną. Zaczyna ona się tłumaczyć! To ogromna zmiana. Na Ukrainie dotąd można było opublikować doskonały materiał śledczy dotyczący naruszeń prawa przez polityków, po czym następowało milczenie samych zainteresowanych i organów ścigania. Teraz przynajmniej pierwsi przestają milczeć.

Podsumowując pozwolę sobie na pewną dygresję. Milicjanci na kijowskim dworcu kolejowym okradali pasażerów, zostawiali im jednak zawsze sumę potrzebną na kupno biletu. Ukraina jest właśnie takim krajem, gdzie białe nie do końca jest białe, a czarne nie do końca czarne. Taka też była ta kampania, z jednej strony nic nie zmieniła, a z drugiej pokazała, że klasa polityczna powoli zostaje zmuszona do zmiany swojego zachowania, czyli jednak zmiany następują, a o dojście do władzy stara się coraz więcej osób, które dotąd tylko tę władzę obserwowały.

 

Piotr Pogorzelski

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *

*