Znikające kury, czyli czarny PR.

Kończąca się kampania wyborcza jest wyjątkowo brudna. Najbardziej zaciekła walka odbywa się w okręgach jednomandatowych. Kandydaci stosują wszelkie metody.

Zwykły Ukrainiec, który nie ma internetu i kilku różnych kanałów telewizyjnych, w tym TVi, jest niemal pozbawiony dostępu do  obiektywnej informacji. Gazety, poza «Kommersantem», drukują głównie kryptoreklamowe artykuły. Tak robi na przykład «Komsomolska Prawda». Jeżdżąc przed wyborami po Ukrainie, zobaczyłem, że w regionach nie jest lepiej. Regionalne gazety lub telewizje angażują się otwarcie po stronie jednego kandydata bądź też drukują reklamowe artykuliki, które z poważną analizą programów nie mają nic wspólnego. Na przykład, iwano-frankiwska gazeta «Hałyczyna»: jej pierwsze strony (poza tytułową), to reklama polityczna. Co prawda, każdy artykuł był w ten sposób podpisany.

W dodatku wyborca ma do czynienia z makulaturą propagandową, czyli gazetkami wydawanymi przez kandydatów bądź też założonymi przez nieznanych dziennikarzy, którzy po prostu sprzedają ich strony sztabom. Tak jest na przykład z wydawaną na zachodniej Ukrainie „Naszą Ojczyzną”. Jest to gazeta, która ma sprawiać wrażenie wydawanej przez Ojczyznę Julii Tymoszenko, a tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego. W okręgu, gdzie kandyduje dziennikarka Tetiana Czornowoł, służy ona głównie do publikacji artykułów ją oczerniających. Tutaj na przykład jest ona określona mianem „farbowanej lisicy”. Artykuł został opatrzony zdjęciem kandydatki oblanej farbą przez nieznanego sprawcę w windzie.

Tetiana Czornowoł była dość częstym obiektem –tak zwanego- czarnego PR. Pojawiły się, między innymi, ulotki sugerujące, że jest prostytutką z podanym jej prywatnym numerem telefonu, a także inne zachęcające do wpłaty na fikcyjne konto wyborcze. Na poniższym zdjęciu zamazałem numery „konta” i „karty” na wypadek, gdyby ktoś chciał sobie jeszcze dorobić dzięki czarnemu PR.

W niedalekiej od Lwowa Kołomyi, kandyduje Ołeś Donij. Znany opozycjonista, dla którego –o dziwo- nie znalazło się miejsce na liście wyborczej Zjednoczonej Opozycji. On też jest często oczerniany. Na przykład w gazetce «Wolny głos” możemy przeczytać, że faktyczny przywódca opozycjonistów Arsenij Jaceniuk jakoby uważa go za zdrajcę. Z ostatniej strony dowiemy się z kolei, że po wizycie kandydata w jednej ze wsi zniknęły kury (artykuł po prawej stronie).

A teraz przenieśmy się na wschód Ukrainy. Jak informuje blogger Frankensstein, w Ługańsku pojawiły się ulotki, w których kandydat Partii Regionów Wołodymyr Medianyk jakoby pozdrawia weteranów UPA. Po pierwsze, takich osób nie ma w tej części kraju, po drugie każdy wie, że dla jakiegokolwiek kandydata na wschodniej Ukrainie, byłoby to polityczne samobójstwo.

 

Z kolei, jak informuje ten sam Frankensstein, w sąsiednim Doniecku, atakowany jest Witalij Kliczko, którego popularność w ostatnim czasie znacznie wzrasta. Jego partia, UDAR określana jest mianem „pomarańczowej”, a sam kandydat występuje przeciwko językowi rosyjskiemu. Te dwa argumenty mają go jakoby skompromitować w oczach wschodniego elektoratu.

Rzadko zdarzają się przypadki mniej więcej uczciwej walki wyborczej. Jak zwykle nic nie jest czarne i białe. Wadym Stolar, kandydat w moim okręgu, wydaje gazetkę «Za Obołoń». Jest on członkiem Partii Regionów, udaje jednak niezależnego, ponieważ w Kijowie, w przeciwnym wypadku, raczej nie miałby szans na zwycięstwo. Wróćmy do głównego tematu. Opublikowano tam niewielki artykulik na temat ulotek oczerniających tego kandydata, które jakoby miał wydrukować jego konkurent ze Zjednoczonej Opozycji. I tu następuje zaskoczenie. Redaktorzy gazetki nie lenili się i zadzwonili do opozycjonisty i pozwolili mu na wytłumaczenie, że sam padł ofiarą prowokacji i żadnych ulotek nie drukował. Takie przypadki jednak w czasie tej kampanii rzadko się zdarzają.

 

(pp)

Добавить комментарий

Ваш e-mail не будет опубликован. Обязательные поля помечены *

*