Wyborcze pomówienie

Ukraińscy dziennikarze protestowali dziś przeciwko wprowadzeniu kar za pomówienie. Pomysł rządzącej Partii Regionów przewiduje kary od grzywny aż do 5 lat więzienia za rozpowszechnienie w mediach nieprawdziwych informacji na temat konkretnej osoby. De facto wejście w życie takiej ustawy oznaczałoby koniec wolnych (a nawet częściowo wolnych mediów).

W zeszłym tygodniu największe ukraińskie tygodniki wyszły z pustymi białymi okładkami. Dziś na ulice wyszli dziennikarze. Około stu osób, choć w takim momencie w niektórych przypadkach trudno powiedzieć, kto jest w pracy, a kto protestuje.

Oficjalnie autorem ustawy jest Witalij Żurawski z Partii Regionów. Jednak, jak udowodniła dziennikarka opozycyjnego kanału TVi Julia Bankowa, projekt został napisany w Administracji Prezydenta. Rzeczywiście łatwo to sprawdzić, jeżeli zajrzymy do właściwości dokumentu, to zobaczymy, na jakim komputerze został napisany. Skrót STPU świadczy właśnie o Administracji Prezydenta.

Postulaty dziennikarzy popiera także opozycja. Rada Najwyższa ma jutro rozpatrywać odwołanie przyjętej w pierwszym czytaniu ustawy. Jeżeli to się nie uda, będzie ona rozpatrywana po raz drugi 16 października. Wydaje się jednak, że dokument umrze śmiercią naturalną. Dość głośne protesty, a przede wszystkim krytyka z zagranicy i tak pogorszyłyby nie najlepszy wizerunek prezydenta Wiktora Janukowycza, który wszem i wobec zapewnia, że wybory będą uczciwe. I chyba zaczyna powoli rozumieć, że wybory dla Zachodu to nie tylko sam dzień głosowania, ale też kampania go poprzedzająca, która na Ukrainie jest wyjątkowo brudna.

 

(pp)