Osłupienie władzy

Piątkowe i sobotnie zamiecie na Ukrainie pokazały całkowitą słabość, a właściwie brak, ukraińskiego państwa. Ukraińcy po raz kolejny przekonali się, że mogą liczyć jedynie na siebie.

Śnieg padał od piątkowego popołudnia do niedzielnego poranka. Nie zaskoczył on drogowców ponieważ synoptycy zapowiadali go już kilka dni wcześniej. Jednak już w piątek po południu cały Kijów stał w jednym wielkim ogromnym korku. Całkowicie nie działał transport publiczny poza metrem. Ludzie nie mogli dojechać do domów, zostawiali swoje samochody na poboczach i szli piechotą, starali się za wszelką cenę dotrzeć do kolejki podziemnej. W związku z tym zwiększono liczbę pociągów. Pojawiły się kłopoty z dostawami produktów spożywczych. Wszystko to było w pewnym stopniu zrozumiałe ponieważ takie opady, kiedy to w ciągu dwóch dni na miasto spada miesięczna norma śniegu, zdarzyła się po raz pierwszy od stu lat.

Dlaczego jednak dziś, we wtorek, Kijów jest nadal sparaliżowany?

Drogi zostały oczyszczone byle jak, w wielu miejscach przejezdny jest tylko jeden pas ruchu. Ale tylko na głównych trasach. Tam utworzyły się ogromne korki ponieważ ludzie starali się dotrzeć do stolicy samochodami, czy autobusami. Część z nich wychodziła z pojazdów i chciała iść piechotą do metra. Chodniki jednak nie zostały odśnieżone. Boczne drogi i podwórka pokryte są grubą warstwą śniegu. Kłopoty mają karetki pogotowia. Praktycznie na trzeci dzień po opadach! Rządzący całkowicie nie dali sobie rady z oczyszczaniem miasta ze śniegu. Nie byli w stanie zorganizować pracy służb komunalnych. Przekonał się o tym nawet premier Mykoła Azarow, który w niedzielę utknął swoją kolumną w zwałach śniegu na jednej z dróg w stolicy. Nie grozi to na pewno prezydentowi, ponieważ trasa do rezydencji Wiktora Janukowycza w Międzygórzu pod Kijowem jest czarna. Po raz kolejny Ukraińcy przekonali się, że na państwo nie ma co liczyć. Władze bardzo chętnie nakładają podatki, nękają przedsiębiorców różnymi kontrolami i organizują tak pracę organów kontrolnych, aby te miały zapewniony rwący potok korupcyjnych dochodów. Nie są jednak w stanie oddać długu dbając o swoich obywateli. Ci nie mogą liczyć na to, że dojadą z punktu A do punktu B bez problemów, a karetka pogotowia pojawi się o czasie ponieważ nie przeszkodzą jej zaspy na podwórku. Ciągłe podwyżki usług komunalnych tylko pogłębiają rozczarowanie.

Jak każda tragiczna sytuacja i ta ma swoje plusy. Na pewno nie można oczekiwać jakichś daleko idących wniosków, choć pewnie któryś z urzędników straci pracę ponieważ ktoś musi zostać ukarany. Pogodowe problemy pokazały jednak coś, co zauważyłem na Ukrainie po raz pierwszy od wielu lat. Ogromną zdolność do samoorganizacji. Ludzie przestali już dbać tylko o własny interes, a zainteresowali się tym, co się dzieje z ich sąsiadami. Pojawiały się ogłoszenia w blokach o tym, że ktoś jest gotowy zrobić zakupy dla emerytów, którzy w taką pogodę nie mogą wychodzić z domu. W internecie można było znaleźć telefony ludzi, którzy są gotowi odśnieżyć drogę, na przykład do państwowego szpitala, czy prywatny samochód. Gotowi są także wyciągnąć swoim jeepem auta o słabszej mocy. Ktoś oferował darmową herbatę i rosół dla kierowców.

Rządy Wiktora Janukowycza, które polegają na ciągłych próbach przyduszania społeczeństwa przyniosły skutek odwrotny od zamierzonego. Stały się bodźcem do walki o wspólne interesy. Ludzie są w stanie połączyć się i walczyć o czyste środowisko, park na swoim osiedlu, wolność słowa, czy –jak teraz- o to, aby druga osoba nie była pozostawiona sama sobie w związku z tym, że państwo nie jest w stanie zadbać o zaspokojenie jego podstawowych potrzeb.

 

Sprawa Własenki

Wiktor Janukowycz ma szanse przejść do historii, jako człowiek, który zrobił wszystko, aby Ukraina w żaden sposób nie integrowała się Zachodem. Pozbawił już swój kraj szans na członkostwo w NATO, a w 2013 zrobi to prawdopodobnie z Unią Europejską.

Od początku roku trwa unijna ofensywa dyplomatyczna. Do Kijowa przyjechał komisarz do spraw rozszerzenia i integracji europejskiej Stefan Fuele, który postawił 3 jasne warunki integracji europejskiej. Wśród nich było „naprawienie konsekwencji” wybiórczego stosowania prawa, czyli mówiąc prościej uwolnienie Julii Tymoszenko i Jurija Łucenki. Później Wiktor Janukowycz pojechał do Wisły, gdzie rozmawiał z prezydentami Polski i Słowacji, a potem ukraiński szef państwa odwiedził Brukselę. Wszędzie zapewniał, że zrobi wszystko, co może, aby podpisać umowę stowarzyszeniową w listopadzie tego roku w Wilnie. Niestety, ubolewał, że nie może nic zrobić z Julią Tymoszenko, czy Jurijem Łucenką ponieważ na Ukrainie sądy są niezależne od władz. Kto w to wierzy? Wątpię, aby było wielu Ukraińców, którzy by się z tym zgodzili, nie mówiąc już o dyplomatach z Brukseli, Waszyngtonu, czy Moskwy. Niemniej jednak Wiktor Janukowycz wydawał się gotowy do pewnych ustępstw, sugerował –między innymi- że może zwolnić Jurija Łucenkę z więzienia. O Julii Tymoszenko nie ma mowy.

Tę iluzję przekreśliło jednak pozbawienie mandatu deputowanego obrońcy byłej premier Serhija Własenki pod pretekstem, że łączy on wykonywanie obowiązków parlamentarzysty z pracą jako adwokat. Władze nie zrezygnowały z tego kroku mimo że europejskie stolice i Waszyngton ostrzegały przed takimi działaniami, demonstrując przy tym, że nie wierzą iż Najwyższy Sąd Administracyjny jest naprawdę niezależnym organem. To że dzień wcześniej mandat stracił deputowany Partii Regionów było tylko przykrywką ponieważ nie jest sekretem, że jest jeszcze wielu parlamentarzystów rządzącego ugrupowania, którzy oprócz pracy w Radzie Najwyższej zajmują się jeszcze biznesem.

Moim zdaniem, władze kierowały się przy tym czystym pragmatyzmem.

Po pierwsze, po tym, jak opozycja doprowadziła do tego, że deputowani muszą głosować osobiście, w Kijowie zaczęły się rozmowy o tym, jak ważny jest teraz każdy głos i jak w związku z tym rośnie rola pojedynczego deputowanego, także rządzącej większości. Miał on jakoby móc teraz szantażować rządzącą większość i żądać zysków za poparcie jakiejś ustawy. Tak się jednak nie stało. Rządzący pokazali, że deputowany to trybik, który w każdym momencie może być wymieniony na inny, lepszy, posłuszniejszy. Tracisz mandat = tracisz immunitet, a w Prokuraturze Generalnej mogą już czekać na ciebie sprawy, które zaprowadzą cię prosto do więzienia.

Po drugie, przed tym, jak Brukseli zostanie rzucony ochłap w postaci zwolnienia Jurija Łucenki, należy zrobić jak najwięcej, aby przykręcić śrubę nie tylko własnym deputowanym, ale też opozycji. Kijów liczy na to, że gdy szef MSW będzie już na wolności, unijni urzędnicy wpadną w euforię i z radością podpiszą umowę stowarzyszeniową.

Po trzecie, tak naprawdę krytyka „wybiórczego sądownictwa”, jest dla władz w Kijowie korzystna, oczywiście do momentu gdy Bruksela i inne europejskie stolice nie uciekają się do sankcji ekonomicznych, czy osobistych. Na razie jednak zamiast słuchać na przykład o kwitnącej korupcji i nepotyzmie, można wysłuchać paru cierpkich słów o wybiórczym stosowaniu prawa.

Władze w Kijowie mogą się jednak przeliczyć. Jeżeli Bruksela nie zadowoli się ochłapami, umowa stowarzyszeniowa nie będzie podpisana w tym roku. W przyszłym nikt już o niej nie będzie mówić ze względu na wybory do Parlamentu Europejskiego. W 2015 też nikt o niej nie wspomni ponieważ na Ukrainie będą wybory prezydenckie. O integracji europejskiej wszyscy zapomną, tak jak zapomnieli o integracji z NATO. I będzie to zasługa jednego człowieka: Wiktora Janukowycza. Tylko pytanie: czym będzie szantażował wtedy kolegów z Moskwy? Integracją z Chinami?

 

Piotr Pogorzelski