Ten straszny Sojusz Demokratyczny

Aresztowanie 2 działaczy marginalnej partii Sojusz Demokratyczny pokazuje paranoiczny strach samego Wiktora Janukowycza i władzy przed jakąkolwiek prawdziwą aktywnością polityczną. Bać się powinna także opozycja.

Działacze brali udział w zeszłym tygodniu w 2 pokojowych pikietach. W ich czasie nie doszło do naruszenia porządku publicznego. Manifestanci wybrali jednak –zdaniem władz- złe miejsce. A mianowicie plac przed wjazdem na teren rezydencji prezydenta.

 

Przyczyny

Moim zdaniem, po pierwsze naruszyli oni przestrzeń osobistą samego Wiktora Janukowycza. Ponieważ paranoicznie obawia się on o swoje bezpieczeństwo, tak samo zostały potraktowane 2 niewielkie pikiety mało znaczącej partii. Trzecia pikieta, wczoraj, ledwo nie skończyła się kolejnymi zatrzymaniami. Sytuację uratowała jedynie opozycyjna deputowana Łesia Orobec, która własnym ciałem zablokowała milicyjny autobus. Dziwne, że nie przyszedł „lider” opozycji Arsenij Jaceniuk, który mieszka w pobliżu.

Wracając jednak do przestrzeni osobistej. Demonstracje przed Administracją Prezydenta szefa państwa w ogóle nie denerwują. Milicja reguje na nie spokojnie. Jednak w Międzygórzu nie jest już on szefem państwa, a Wiktorem Janukowyczem, który ma prawo do prywatności. Nie może on zrozumieć, że prezydentem nie jest się od 9 do 18, a cały czas, a czasem nawet całe życie (nie chodzi o styl Turkmenbaszy, a bardziej cywilizowane europejskie wzorce). Dlatego każdy ma prawo tam przyjść i przedstawić swoje żądania.

Inne wytłumaczenie nerwowego zachowania milicji i prywatnej ochrony w Międzygórzu, to to, że starają się one zaprezentować swoje oddanie Wiktorowi Janukowyczowi wtedy, kiedy może to zobaczyć osobiście. W przypadku pikiet przed Administracją Prezydenta, trasa szefa państwa może być tak ułożona, że w ogóle nic nie zauważy i będzie nadal przekonany, że wszystko w kraju jest w porządku. Tak jest realizowany show „Dialog z krajem”, o którym pisałem tutaj [link to: http://www.new.org.pl/2013-02-25,monolog_z_krajem.html].

Trzecie wytłumaczenie, które jest najbardziej korzystne dla samych uczestników pikiet w Międzygórzu, mówi o tym, że władze boją się nie opłaconych protestów. Trudno nie przyznać racji działaczom Sojuszu Demokratycznego, którzy zwracają uwagę, że milicja nie reaguje nerwowo na 10 tysięcy „aktywistów” opozycji, którzy manifestują w centrum Kijowa. Być może dlatego, że większość z nich jest opłacona i dwie strony wiedzą, że mamy do czynienia z wyreżyserowanym przedstawieniem.

 

Skutki

Aresztując 2 młodych ludzi, władze zrobiły Sojuszowi Demokratycznemu ogromną przysługę i reklamę. O demonstracji pisałem ja, Nowa Europa Wschodnia, poinformował Euronews i zapewne jeszcze kilka innych światowych mediów. Rzeczywistość mediów jest taka, że gdyby nie represje, nikt poza kanałem TVi by nie zainteresował się działalnością marginalnej partii.

A warto! Sojusz Demokratyczny wyróżnia się na tle innych ugrupowań ponieważ jest zdecydowanie proeuropejski, zrzeszający działaczy pozarządowych oraz finansowany nie przez oligarchów, a przez samych członków. Jego działacze starają się pomóc ludziom w zwykłych sprawach, takich jak, na przykład korupcja przy załątwianiu paszportu. Opozycja jest daleka od takich drobnych spraw.

Być może dlatego do współpracy z SD nie garnie się opozycja, która właściwie niewiele różni się od rządzących. Jeżeli się chce być Europejczykiem (jak twierdzą opozycjoniści), należy zacząć od siebie. Banalny wydawałoby się problem opłacania uczestników manifestacji pokazuje, że jest ogromna szara strefa i kręcą się tam bardzo duże pieniądze, nie wiadomo z jakich źródeł pochodzące. Tak samo zresztą było w czasie październikowej kampanii wyborczej. Wielu działaczy dostawało pieniądze w kopertach, a część wiele miesięcy po wyborach nadal czeka na zaległe pieniądze oczywiście w sądzie nie może się ich domagać ponieważ była „zatrudniona” bez żadnej umowy.

Sojusz Demokratyczny wyłamuje się z tych reguł gry i pokazuje, że należy próbować grać naprawdę uczciwie. A to może spodobać się wyborcom i sprawić, że część liberalnego i prozachodniego elektoratu po prostu odwróci się od obecnej opozycji. W życiu politycznym, jak w reklamie, im mniej widzów / wyborców, tym mniejsza kasa od sponsorów.

Na działalności SD mogą zatem stracić i władze i opozycja. Stąd histeria pierwszej i dystans drugiej. Zyskać mogą zwykli Ukraińcy.

 

Piotr Pogorzelski

Artykuł prezentuje prywatne poglądy autora.